Zamek Gardłorzeziec i... królestwo w niebieskiej okładce. 0
Zamek Gardłorzeziec i... królestwo w niebieskiej okładce.

Pierwsze wrażenie jest zawsze bardzo ważne. Dziś więc będzie o moim pierwszym wrażeniu po przeczytaniu trzeciego tomu serii książek „Szabla i Miecz”. Dla osób, które pamiętają moją poprzednią recenzję dwóch pierwszych tomów nie jest tajemnicą, że o książce nie wiedzieliśmy w zasadzie nic (prócz miniaturki widocznej na tylnych okładkach). Rozbudziło to dość mocno moje oczekiwania, więc z wielkim ukontentowaniem rozpakowałem właśnie paczkę z „Zamkiem...” i co tu dużo mówić - rozpocząłem pisanie tej recenzji... nie czytając jeszcze książki.

Mam więc w ręce najgrubszy jak dotąd tom (400 stron!) wydany w równym jak poprzednie kunszcie. Na okładce grafika Mikołaja Piotrowicza tym razem ukazująca na tle tajemniczego zamku rycerza w garnczkowym hełmie i toporem wymierzonym wprost w czytelnika. Po grubiańskim Diable stojącym na tle palonej wsi z tomu drugiego mamy więc powrót i bezpośrednie nawiązanie do okładki „Męża Krwawego”, obracam książkę i czytam opis.

„Pogoń za ukochaną (wziętą w jasyr – dop. Ł.G.) zawiedzie go aż do Stambułu, gdzie będzie zmuszony stawić czoło wezyrowi Ibrahimowi. (…) Czy młody polski rycerz może uratować zakon Kawalerów Rodyjskich? (…)”

W tym momencie przypominają mi się początkowe fragmenty filmu Ridleya Scotta „Królestwo niebieskie” i sceny otwierające film wykonane w... niebieskiej tonacji. Czy taki był zamysł reżysera by kolorem tła nawiązać do biblijnego królestwa nie z tego świata? Film Scotta, w którym poznaliśmy losy kowala Baliana, tracącego wiarę i wyruszającego wraz ze swym ojcem, rycerzem Godfrydem z Ibelinu do Ziemi Świętej, tamże zakochującego się w Sibylli, wydanej siłą za innego...

Czy zamysł grafika tworzącego okładkę do książki „Zamek Gardłorzeziec” by wykonać ją w niebieskich tonacjach mógł mieć takie same fundamenty jak początkowe kadry filmu u reżysera Ridleya Scotta? Czy zamek na okładce ma się kojarzyć czytelnikowi z królestwem, ale niebieskim? Czy był to przypadkowy wybór koloru tła? Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale przypominając sobie słowa z ewangelii Mateusza (11,12), że (...) aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i [tylko] ludzie gwałtowni zdobywają je (…)” to mam jeszcze większą ochotę zatopić się w powieść Stanisława Kluczka, by przekonać się osobiście o tym, czy kolejny pełnokrwisty bohater serii - Zbyszko uratuje ukochaną i ocali zakon Kawalerów Rodyjskich. Po lekturze dwóch pierwszych powieści serii mam pełną świadomość, że nie są to tylko pytania retoryczne.

Powieść, jak już wspomniałem, napisał Stanisław Kluczek – urodzony pod koniec XIX wieku pisarz z Podlasia, który parał się rolnictwem. Był kawalerzystą i potomkiem powstańca styczniowego. Jego literacką drogę naznaczyły życiowe doświadczenia takie jak wojna z bolszewikami, kresowe wyprawy czy późniejsza druga wojna światowa. W biogramie przedstawionym przez wydawcę książki dowiadujemy się, że Kluczek był samoukiem, który w swoich licznych książkach ujawniał własne fascynacje lekturami innych autorów. Czytając „Zamek Gardłorzeziec” widzimy, że był samoukiem wybitnym, który wypracował swój własny, niepowtarzalny i czasem mocno zaskakujący współczesnego czytelnika styl.

Omawiana książka dzieli się na dwie części. Lekturę pierwszej z nich pozwoliła mi lepiej zrozumieć późniejsza informacja o ujawnianiu w swoich tekstach fascynacji lekturami innych autorów. Dziś w świecie gier i filmów występuje pojęcie „easter egg”, które odnosi się do ukrytych przed użytkownikiem treści nawiązujących do innych znanych produktów. Akcenty te mają zwykle charakter humorystyczny i nie są związane z fabułą. Mogę śmiało powiedzieć, że Stanisław Kluczek w swoim specyficznym literackim stylu już sto lat temu był prekursorem tej formy przekazu - niemniej jego wstawki nie były humorystyczne tylko wiązały się fabularnie z całym dziełem. Część pierwsza powieści posiada więc w mojej opinii wiele nawiązań do sienkiewiczowskiego „Ogniem i mieczem”. Raz jest to nawiązanie do tytułu wspomnianej książki albo jakieś zdanie wypowiadane przez bohatera, które brzmi nam dziwnie znajomo, innym razem rozwiązanie fabularne, które jednak nie jest prostą zrzynką, a inspiracją, na widok której czytelnikowi uśmiech sam pojawia się na twarzy. Dla mnie bomba!

Akcja powieści rozpoczyna się na początku XVI wieku gdzieś na kresach wschodnich gdzie Tatarzy pustoszą ziemie Rzeczypospolitej. Tematem przewodnim przetaczającym się przez całą powieść jest jasyr - termin polski, ukraiński i ruski oznaczający niewolę turecką lub tatarską. Tatarzy w czambule dokonywali częstych zagonów na Ukrainę, Podole i Wołyń, uprowadzając w łykach pojmaną szlachtę i chłopów, by ją później sprzedać na targu w Stambule. Wydarzenia te, przetworzone wielokroć przez Autora na poczet jego opowieści stanowią trzon historii, w której poznajemy Zbyszka – młodego chłopca wziętego do niewoli w niebywałych okolicznościach odzyskującego wolność i trafiającego na wychowanie do wygnanieckiego dworu.

Po pierwszej części powieści mającej znamiona tradycyjnej historii pisanej ku pokrzepieniu serc zostajemy przerzuceni do części drugiej, która wywraca wszystko do góry nogami, albowiem nasza kresowa opowieść zmienia się w jednej chwili w... orientalną baśń, a raczej przygodę tysiąca i jednej nocy. Tylko bohaterowie pozostają ci sami. Autor wielokrotnie udowadnia, że nie boi się iść w poprzek literackich zasad. Potrafi zaskoczyć porównaniem dziada lirnika do „tego czym dziś jest gazeta” (!), gdzie zszokowany czytelnik zaczyna zastanawiać się czy wyrwany właśnie ze średniowiecznej opowieści przegapił gdzieś wcześniej wątek jakiegoś współczesnego narratora. Patrząc na barwny język całości nie sądzę jednak, że Autorowi zabrakło innych porównań. Taki musiał mieć zamysł i taki właśnie wydaje się być Kluczek: niepoprawny* i kreatywny w swojej twórczości! Już sam tytuł daje czytelnikowi do myślenia co to za zamek „Gardłorzeziec”. Fonetyka (spróbujcie wypowiedzieć to słowo na głos!) tej nazwy własnej oddaje w pełni grozę miejsca, które oznacza. Czym jest „gardło” nie muszę tłumaczyć, natomiast przedwojenny „Słownik ilustrowany języka polskiego Michała Arcta” na hasło „rzeziec” podaje, że jest to długi nóż do podrzynania plastrów miodu; mały nożyk, wygięty w półkole, do wyrzynania wklęsłości w drzewie, np. do wyrabiania łyżek drewianych. Słowotwórstwo – nie boję się tego napisać - na poziomie J.R.R. Tolkiena. Zamek Gardłorzeziec najpewniej inspirowany był więzieniem tureckim w Jedykale, skąd w XVII wieku Stefan Potocki salwował się ucieczką.

Część orientalna powieści rozkręca się jak kula śnieżna, która piórem Kluczka zlepia do siebie tyle szalonych przygód, że czytelnikowi momentami aż trudno we wszystko uwierzyć. Trzon fabularny to zbiór tak fantastycznych zdarzeń, że w pewnym momencie lektury naszła mnie myśl, że tylko piratów nam tutaj brakuje. W tym momencie zapewne szanowny Autor spoglądający na mnie gdzieś z królestwa niebieskiego uśmiechnął się pod nosem i powiedział do siebie – poczekaj, będą! Tylko, że te wydarzenia fabularne zostały naprawdę dobrze przepracowane przez Autora. Widać tutaj dobry plan i dużą wiedzę jeśli chodzi o opisane w powieści rzeczywiste miejsca oraz historyczne postaci drugoplanowe. Więc gdy nasze bohaterki trafiają do haremu sułtana Sulejmana Wspaniałego, zostają przywitane przez swoją rodaczkę Roksolanę, przyszłą żonę tegoż. Wspominam o tym, ponieważ Roksolana nie była jedynym rodakiem spotkanym na drodze naszych bohaterów i mimo tego, że znaleźli się oni gdzieś daleko od granic Rzeczypospolitej to czytelnik ma wrażenie, że ona jednak w jakimś duchu opatrzności bożej nie zostawiła ich samych sobie. Widać tutaj wyraźnie, że Kluczek mimo tego, iż pisał swą historię już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości dalej robił to głównie ku pokrzepieniu polskich, ale wolnych już serc.

Żeby nie pisać tylko peanów pochwalnych na temat książki – w powieści jak dla mnie znalazła się również łyżka dziegciu w beczce pysznego miodu. Akcja dzieje się na początku XVI wieku, natomiast w książce, aż nadto używa się broni palnej, która jest nadzwyczaj skuteczna – na przykład w pierwszej części przy obronie wygnanieckiego dworu przed najazdem Tatarów czytamy: „(...) Oto pan Lityński rozkazał ze śmigownicy, ukrytej w baszcie, i ze wszystkich janczarek dać naraz ognia. Huknął potężny grzmot wystrzałów, a kiedy dymy opadły, obrońcy ujrzeli, że kule janczarek i śmigownica, nabita drobno siekanym żelazem, sprawiły Tatarom porządną łaźnię. Przed mostem leżało kilkadziesiąt trupów ludzkich i końskich, a pozostali Tatarzy zmykali na łeb na szyję (…)” Mimo krytycznego zdania o broni palnej stanę jednak w obronie Autora, ponieważ w Europie po raz pierwszy odnotowano użycie broni palnej w 1331 roku podczas oblężenia miasta Cividale we Friuli, a w Polsce pierwsza wzmianka o użyciu tejże znajduje się w statutach Kazimierza Wielkiego z połowy XIV wieku, co nie zmienia jednak faktu o tym, że skuteczność tejże na początku XVI wieku nie mogła być taka wysoka. Niemniej książka pisana była sto lat temu i najpewniej nie było wtedy takiej wiedzy w tym zakresie jak dzisiaj.

Wzięcia w jasyr, porwania, pościgi, bijatyki, ucieczki, poszukiwanie skarbu, orientalny pałac z zapadniami, ruchomymi ścianami i wilczymi dołami... Jak zakończyć tak dynamiczną przygodę w spektakularny sposób? Dla Stanisława Kluczka to oczywiście żaden problem, ponieważ po wielu pomniejszych nawiązaniach w treści książki postanowił zakończyć swoją historię w sposób iście otwarcie sienkiewiczowski – obroną twierdzy! Mimo, że zakończenie okresu wypraw krzyżowych datuje się na rok 1291, kiedy Turcy zdobyli ostatnią twierdzę krzyżowców w Palestynie – Akkę, Kluczek w bezpośredni sposób wplata losy swoich bohaterów w wyprawy wojenne wojsk chrześcijańskich. Po upadku wypraw krzyżowych na bliskim wschodzie ostali się jeszcze Joannici - bliźniaczy zakon braci Krzyżaków, który w 1309 roku zdobył wyspę Rodos. Kawalerowie Rodyjscy ufortyfikowali główne miasto, dzięki czemu odparli atak egipskiego sułtanatu mameluków w 1444 roku i Mehmeda II Zdobywcy w 1480 roku. Urzędowali tak ponad dwieście lat jednak na początku 1523 roku stolicę wyspy zdobył Sulejman Wspaniały po sześciomiesięcznym oblężeniu, gdzie szturmująca osmańska armia liczyła blisko 200 tysięcy ludzi. Tutaj podczas tego ostatniego oblężenia Kluczek wrzucił swoich bohaterów w samo centrum wielkiej historii, a my już wiemy, że zamek na okładce to nie tytułowy Gardłorzeziec, tylko chrześcijańska twierdza na wyspie Rodos w swoim ostatnim akcie na scenach teatru ziemskiego królestwa niebieskiego.

* niepoprawny również politycznie, gdyż niektóre fragmenty jego powieści zostałyby dziś potępione przez środowiska postępowej lewicy, tak jak i potępiony za „W pustyni i w puszczy” został już Henryk Sienkiewicz; myślę, że dla Kluczka byłaby to jednak prawdziwa nobilitacja stanąć w jednym szeregu z autorem Trylogii.

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Wydawnictwa Replika.

Komentarze do wpisu (0)

Kategorie
Chmura tagów
Artykuły
ZNAK SPADOCHRONOWY – FAKTY i MITY - Kwartalnik "Wyklęci" 1(5)/2017

W najnowszym, piątym numerze Kwartalnika "Wyklęci" tematem przewodnim są historie Cichociemnych walczących z sowieckim okupantem po II Wojnie Światowej na ziemiach polskich. Blok tekstów otwiera nasz artykuł przedstawiający historię znaków spadochronowych. W artykule odkłamujemy również wiele mitów narosłych wokół tego zagadnienia. Poniżej zamieszczamy fragment artykułu.

KWARTALNIK WYKLĘCI NR 4/2016 – 10% rabat na cały nasz asortyment!

Tradycyjnie zachęcamy Was do lektury najnowszego numeru ogólnopolskiego kwartalnika poświęconego Żołnierzom Wyklętym. Tematem numeru jest historia młodzieżowych organizacji konspiracyjnych, które działały w latach 1944-56. Tradycyjnie poprzez wykupienie reklamy na łamach pisma czynnie włączyliśmy się w rozwój niezwykle cennej inicjatywy, jaką Kwartalnik za sobą niesie! Dodatkowo dla wszystkich naszych klientów, którzy nabędą omawiany numer przygotowaliśmy 10% rabat na cały nasz asortyment :-) Rabat aktywny do końca roku. Szczegóły promocji wewnątrz numeru! Kwartalnik można zakupić w tym miejscu.

Pierwszy września - nigdy więcej!

Dziś 1 września… Kolejna rocznica wybuchu II Wojny Światowej, ale także początek nowego roku szkolnego. W naszym działaniu od samego początku skupialiśmy się na edukacji najmłodszego pokolenia.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
;
Sklep internetowy Shoper.pl